środa, 26 września 2012

Oto szczegółowe wyniki

plebiscytu  "Poetycka Kostka Wolnego Wyboru" organizowanego przez Kutnowski Dom Kultury w ramach VIII Festiwalu "Złoty Środek Poezji" Kutno 2012. Uczniowie i nauczyciele szkół ponadgimnazjalnych powiatu kutnowskiego oddali łącznie 675 głosów. Tytuł Poetyckiej Szkoły Roku 2012 zdobył Zespół Szkół nr 4 im. Zygmunta Balickiego Kutno-Azory - 127 głosujących, co stanowi 42 procent ogólnej liczby uczniów. Najlepszym wierszem, spośród dziesięciu startujących w plebiscycie okazał się tekst najmłodszej debiutantki roku 2011 siedemnastoletniej Karoliny Chyły. Wydała ona w ubiegłym roku książkę "Debiut przed debiutem" a jury Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "Złoty Środek Poezji" Kutno 2012 umieściło jej tomik wśród 21 nominowanych do tej nagrody. Wręczenie nagród uczniom biorącym udział w plebiscycie oraz w konkursie "Poetycka Kostka Wolnego Wyboru" odbyło się podczas poetyckiego festiwalu 23 czerwca 2012 r. o godzinie 16.00 w Kutnowskim Domu Kultury. Poniżej pełne wyniki plebiscytu oraz lista jego uczestników, którzy wylosowali nagrody książkowe.

1. Karolina Chyła, W stronę mleczy, z tomu: Debiut przed debiutem, Warszawa 2011 - 111 głosów
2. Marcin Jurzysta, MECZ, z tomu: ciuciubabka, Łódź 2011 - 96 głosów
3. Paulina Korzeniewska, Miejsce na plecach, z tomu: Usta Vivien Leigh, Rzeszów 2011 - 93 głosy
4. Bogumiła Jęcek, Chore dziecko, z tomu: czarne koronki, Kraków 2011 - 92 głosy
5. Justyna Krawiec, PIES, z tomu: Chłód, Łódź 2011 - 86 głosów
6. Katarzyna Zając, niedokończony obraz, z tomu: pęknięcia, Tuchów 2011 - 75 głosów
7. Tomasz Bąk, Kakofonia, z tomu: Kanada, Poznań 2011 - 57 głosów
8. Maciej Kotłowski, powrót, z tomu: noc kumania, Więcbork 2011 - 38 głosów
9. Karol Bajorowicz, * * * próbowaliśmy i bardzo się podobało, z tomu: aleracje albo metabasis,
Bielsko-Biała 2011 - 14 głosów
10. Krzysztof Tomanek, * * * za drzwiami zapach cudzego domu, z tomu: zaimek tutaj, Tarnowskie Góry 2011 - 13 głosów

Trzydzieści nagród książkowych wylosowali następujący uczniowie i nauczyciele:
Zespół Szkół nr 2 im. A. Troczewskiego w Kutnie: Justyna Błaszczyk, Marika Duk, Aneta Jagiełło, Dominika Kłopotowska, Michał Pawlak, Magdalena Tybinkowska, Małgorzata Wróbel.
Zespół Szkół nr 1 im. S. Staszica w Kutnie: Damian Aftowicz, Łukasz Bechciński, Marlena
Komorowska, Anna Łuczak, Przemysław Stasiak, Szymon Rosiak, Aleksandra Wilanowska.
Zespół Szkół nr 4 im. Z. Balickiego Kutno-Azory: Magdalena Ciołkowska, Aleksander Domaradzki, Daniel Mujta, Wojciech Piotrowski, Mariusz Pałczyński, Krystian Ziółkowski.


Źródło: tutaj


czwartek, 13 września 2012

Elżbieta Lipińska,

której przydarzyła się ekfraza. Tak to zrozumiałam, i oczywiście dobra ekfraza.

Perro semihundido

zniknęła za tym burożółtym wzgórzem

czekam
zanikam powoli jak kot z Cheshire
w końcu zostaną tylko oczy
tęsknota



Francisco Goya



niedziela, 9 września 2012

Dagny Juel Przybyszewska (8 czerwca 1867 - 05 czerwca 1901)

Środowisko zgromadzone wokół "Czarnego Prosiaka" zalicza się do najbardziej owianych mitem w historii kultury skandynawskiej. Kiedy przybywa tam Dagny, czterdziestoletni Strindberg od razu zaczyna się nią interesować, gdy tymczasem jego "potajemna narzeczona" (Frida Uhl) przebywa w domu, poddawana kontroli ojca. Istnieje kilka wersji późniejszych wydarzeń. Według samego Strindberga, Dagny była jego kochanką przez trzy tygodnie, do powrotu Fridy. Inny - i co najmniej równie wiarygodny - przekaz mówi, że Dagny go odrzuciła, ponieważ był stary i gruby. Ta ostatnia wersja historii zdaje się przynajmniej pasować do dalszego ciągu. Strindberg zaczyna bowiem regularnie nienawidzić Dagny, nazywa ją dziwką, żmiją, zgniłą padliną. Planuje dziwaczne akcje policyjne, których celem jest zaaresztowanie jej jako prostytutki. Twierdzi, że "w ciągu jednego tygodnia pozwoliła się ujeżdżać mężczyznom trzech różnych nacji", tworząc tym samym podstawy wyobrażeń o kwadracie miłosnym między Dagny, samym sobą, jej przyszłym mężem Przybyszewskim, oraz Munchem. Nie ma powodu, by wątpić w to, że Dagny była niezwykle atrakcyjną kobietą. Najlepszym dowodem musi być fakt, że inny Szwed z kręgu "Prosiaka", botanik Bengt Lidforss, zakochał się w niej głęboko i nieszczęśliwie, chociaż był zdeklarowanym homoseksualistą. Oprócz tego chorował na syfilis, nic więc dziwnego, że miłość ta wydawała się pod każdym względem beznadziejna. Oprócz wyzwisk Strindberga niewiele jest przesłanek wskazujących na to, by Edward Munch miał kiedykolwiek romans z Dagny Juel. Munch przyjaźnił się z nią i z jej siostrą Ragnhild. Malował je obie w Kristianii lub w Åsgårdstrand przed wyjazdem do Berlina i miał je malować również później, podobnie jak ich mężów. Dagny wyjechała do Berlina wcale nie z powodu Muncha. Właściwie planowała wyjazd do Paryża, gdzie przebywała jej siostra, została jednak przyjęta na studia u słynnego berlińskiego nauczyciela fortepianu i dlatego tam się znalazła.

Edward Munch. Dagny Juel Przybyszewska, 1893
źródło

WykorzystanoMunch. Biografia.Atle Naess, przełożyła Iwona Zimnicka. Wydawca W.A.B. Warszawa 2007


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Zdjęcie zrobione nie gdzie indziej,

tylko w Zapolu. Dwie ręce i trzy koty, trzeba było sobie jakoś poradzić. I jeszcze chleb, summa summarum troszeczkę za dużo...


niedziela, 19 sierpnia 2012

Wiersz własny


Dwie kobiety na brzegu    

Śmierć siedzi za szkłem i oswaja    
pierwszą rysą; rozdaje białe kamienie.

Morze pachnie księżycem i słońcem,
wyrzuca błękit na plażę. Dla siebie
zostawia podłużne światło. Wchodzę
w nowiu; niby ogień na ziemi, 
która jest za blisko, i w klepsydrze 
zielony piasek.


Edward Munch „Dwie kobiety na brzegu”, 1898






niedziela, 29 lipca 2012

„Zapole” – małe miejsce na ziemi.


Pogoda sprzyja, można być poza domem tak długo, jak tylko jest to możliwe. Dookoła wioski lasy, pola, lasy… Jest pięknie. Przyjeżdżam tu już drugi rok i mam nadzieję, że będzie dane mi więcej. Wymarzone miejsce na wycieczki z aparatem. Nie mam ochoty na pisanie wierszy, i żaden też w „Zapolu” nie powstał. Ponieważ okno i drzwi wejściowe są po zachodniej stronie domu, chcąc nie chcąc, oglądam zachody słońca. Ostatni rozsiewał czerwień. Miejscami pola były niewiarygodnie czerwone. Jednak zdjęcia, które zrobiłam, nie oddają rzeczywistości. W tym przypadku nie oddają. Tuż za posesją znajdują się kamienie, trochę suporeksu, kawałki blachy, i w tym to kopczyku zagnieździły się jaszczurki. Gdy robiłam zdjęcia nie bały się, odnosiło się wrażenie, że są oswojone – wygrzewały się ufnie w słońcu. Nie wiem jednak, co będzie za tydzień, gdy wrócę. Okazało się, że mąż stęskniony za „minionym” próbował z kilkuletnim Bartkiem złapać jaszczurkę. Oczywiście nic im z tego nie wyszło. Idąc ścieżką położoną między polami a lasem, kilka metrów przede mną przebiegła spłoszona sarna. I chociaż miałam aparat wyciągnięty z pokrowca, nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Wrażeń tu nie brakuje, pod warunkiem, że oczy ma się szeroko otwarte.








Na ścieżce w Czarnym lesie, przyznam, że nie wiem co to jest... 




wtorek, 3 lipca 2012

Druga recenzja "Czarnych koronek"

w kwartalniku literackim sZAFa.

Teresa Rudowicz  – ukończyła filologię polską. Pasjonuje się tropieniem literackich śladów w Wielkopolsce, opublikowała na ten temat (pod innym nazwiskiem) kilka książek. Publikowała poezję w sZAFie i  w Migotaniach, Przejaśnieniach. Związana z portalem www.salon literacki.pl.

         Patrzę tak, jakbym wiedziała wszystko – o Czarnych koronkach Bogumiły Jęcek

„Edward Munch – niepowtarzalny artysta i mistrz ekspresjonizmu. Jego twórczość malarską śmiało można określić jako autobiograficzną. Zostawiał siebie w dziennikach i na płótnach, rejestrując w ten sposób swoje przejścia. Po raz drugi tworzył własny świat. Tematem obrazów i zapisków były przede wszystkim wewnętrzne zmagania Edwarda. Z tego, co może zabrać i dać życie, powstała niezwykła galeria”.

Cytowany przeze mnie fragment to początek autorskiego posłowia tomu Czarne koronki (nagroda w XIX Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Dać świadectwo” w Krakowie). Debiutująca nim Bogumiła Jęcek tworzy galerię ekfraz zrodzonych z wieloletniej fascynacji życiem i twórczością Muncha. Ale, choć pod każdym wierszem znajduje się tytuł obrazu i rok, w którym powstał, postanowiłam pominąć je zupełnie i czytać Czarne koronki nie osobą Muncha, nie jego dziełem, ale osobą i dziełem autorki. Debiut Bogumiły Jęcek jest dojrzały, a to gwarantuje brak przypadkowości. Co znalazłam w Czarnych koronkach? Pasjonującą opowieść, ułożoną i przemyślaną w najdrobniejszych szczegółach, mądrą i piękną.

Motyw rzeczy ostatecznych, greckie eschata, przewijają się przez cały tom. Życie i śmierć zawsze istnieją wspólnie. Nie ma życia bez śmierci i nie ma śmierci bez życia. Egzystencja wywołuje lęki, często zaskakujące, nieuchwytne, przychodzące nagle i niespodziewanie. Kiełkują, by wrosnąć drzewem, coraz większym, rozrywającym od środka.

Tytułowy utwór nawiązuje do obrazu Siostra Inger, niejednego w twórczości malarza, poświęconego siostrze. Podmiot liryczny w tym wierszu, jak i w pozostałych, wypowiada się w pierwszej osobie. Kim jest? Postacią z obrazu, szesnastolatką, która widziała za dużo? Nie przekonuje mnie wyznanie –  „Mam szesnaście lat”. Jęcek, wykorzystując elementy biografii malarza, sprawnie skrywa się za postaciami na płótnie, ale to jej opowieść, przemycana dyskretnie, szeptem prawie, nienachlana. Podmiot liryczny wiersza to kobieta, która umie czekać. Cierpliwie.

„Opanowanie to cierpliwość. Uczę się sztuki/pozowania. Dla życia jestem piękna, ukoronowało mnie/ czarną opaską – patrzę tak, jakbym wiedziała wszystko." (Czarne koronki)

Utrata, powolne oddawanie śmierci dalszych, bliskich, siebie samą. Nieuchronność to jedyna pewność jaką mamy w życiu. Matka i córka na wieczornym spacerze są – za Krzysztofem Lisowskim – jedynie siostrami w śmierci. I choć jedna ma „gorącą twarz/ i rozgrzane ręce – zachodzi/ w domu. Codziennie.” (Matka i córka)

Świadomość śmierci to chwila, w której – za Heideggerem – bycie ujawnia trwogę. Trwoga z kolei zatrzymuje potok mowy, wywołuje milczenie, w którym ujawnia się prześwit, domniemanie pierwotnych bytów. Wtedy pora na słowo, język poezji, który jako jedyny może zahaczyć o sedno. Bogumiła Jęcek, delikatna, krucha, łagodna, ściszonym głosem mówi o ogólnoludzkich, uniwersalnych prawdach, które odkrywamy „na własną rękę” i tylko tak. „Nikomu nie przekażesz wiedzy/ twój tylko słuch jest i twój dotyk” – poetka zdaje się powtarzać za Herbertem. Obraz, utwór muzyczny, literatura może nam jedynie w tym pomóc. Jęcek patrzy na płótno i notuje – „Wzdłuż drogi drzewa – wyszedł z najbliższego./ Po jednej stronie niepokój na polach – naprzeciw/ zadbane połacie wiejskich trawników.//” Tyle wystarczy, by stwierdzić – „I tak jest we mnie. Niepowstrzymana złość i czysty/ spokój.” (Ofiara) W wierszach Bogumiły Jęcek wszystko wymyka się rozumowemu poznaniu. Balansujemy na cieniutkiej linie pomiędzy TU i TAM. Pomiędzy rzeczywistym a nieodkrytym, tym, co dostępne zmysłom, a tym, co tajemnicze, dostępne jedynie przeczuciu, intuicji, wierze. Patrząc na konkretne miejsca, twarze, rzeczy, poetka koncentruje się raczej na cieniach, jakie kładą przedmioty.
Woli widzieć tylko do pewnego stopnia, wyczulona na nienazwane, niewypowiedziane, ulotne, a bliskie, obecne w codzienności. Na przykład przy zmywaniu – „Że właśnie teraz o tym myślę. Widzę/siebie pod suknią. Jakby ktoś patrzył,/ jakby stał za mną. Jeszcze kilka talerzy/ i odwrócę się po nic; nagle.” (Dziewczyna przy zmywaniu)
Codzienność, zwyczajność, i ta domowa , oswojona, i ta zewnętrzna, pozornie spokojna, bezpieczna – morze, drzewo, ulica, ogród i „cień/ jak zieleń na ścianie domu,// kształt pięknej kobiety. Odejdzie/ za chwilę, a ty zgarniesz liście. (W blasku nocy)
Poezja Bogumiły Jęcek uwodzi spokojem, delikatnością, aksamitną niemal, ale zatrzymana przez wiersze wracam, tropię sensy, odkrywam ich uniwersalizm. Spokój opowieści szybko zmienia się jednak w niepokój, dreszcz, drżenie, wszystko, co najważniejsze w poezji. Bo czego szukamy w wierszach jeśli nie poruszeń? Jęcek po mistrzowsku realizuje myśl Carlosa Fuentesa – „Nie ma większego szaleństwa niż spokojne”. Nie wiem, co bardziej niepokoi, wiersze czy obrazy. Za jakiś czas wrócę do Czarnych koronek. Wtedy przeczytam je obrazami. Spróbuję znaleźć odpowiedź na pytanie, z którym zostawia mnie autorka po lekturze całości – „Pisałam jego, siebie czy nas?”




Bogumiła Jęcek Czarne koronki
Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie 2011