niedziela, 19 sierpnia 2012

Wiersz własny


Dwie kobiety na brzegu    

Śmierć siedzi za szkłem i oswaja    
pierwszą rysą; rozdaje białe kamienie.

Morze pachnie księżycem i słońcem,
wyrzuca błękit na plażę. Dla siebie
zostawia podłużne światło. Wchodzę
w nowiu; niby ogień na ziemi, 
która jest za blisko, i w klepsydrze 
zielony piasek.


Edward Munch „Dwie kobiety na brzegu”, 1898






4 komentarze:

Robert Ruszczyk pisze...

I pierwsza i druga rysa, nie wystarczą. Oswojenia nigdy nie będzie, choćbyśmy mówili inaczej. Munch. A jednak Pani, o Pani Poetko znajduje się w ramach. Co wyjść nie pozwala ? Proszę wyjść poza, hen za Zapole. Prosi ten co napisać go nie sposób i dusi się wewnątrz, podobnie jak Pani.

Bogumiła Jęcek pisze...

Panie Robercie, a co da zmiana ram? Czy powinniśmy na nie zwracać większą uwagę? Wiadomo, estetyczne są przyjemniejsze dla oka, ale z samym obrazem to inna sprawa, żyje sobą. Obraz to płótno przykryte farbami.

Robert Ruszczyk pisze...

Odrzucić je chciałbym, jak najdalej, ale nie za siebie bo często patrzę wstecz. Płótno obrazu wystawiłbym na słońce, to ładne na Zapolu Pani. I niechaj tam płowieje, zmienia się w jakiś inny, nieokreślony byt. Zastanawiałem się, jakby to było, gdyby Pani schowała Muncha na chwilkę do szuflady,tak żeby on nie kusił ekfrazą. Jakby to było bez Muncha w Pani kajecie Poetki ?
Pozdrawiam.

Bogumiła Jęcek pisze...

Podejrzewam, że tak samo. Ale... gdyby nie Munch, czy potrafiłabym się tak otworzyć? No, właśnie. Najprawdopodobniej byłyby to wiersze bardziej okiełznane...