niedziela, 10 stycznia 2016

Nazwijmy to szkicem

    Jakiś czas temu przeczytałam w Arteriach numer 20 esej Kacpra Bartczaka, a właściwie to dywagacje, będące odpowiedzią na książkę Przemysława Dakowicza Obcowanie. Manifesty i eseje. Już na początku lektury byłam na zdecydowane nie dla eseju, to jednak za mało, żeby się na ten temat wypowiedzieć. Zamówiłam więc Obcowanie... przez internet, chciałam wyzbyć się jakichkolwiek wątpliwości, zależało mi na właściwym odbiorze, ustosunkowaniu się do zarzutów Bartczaka udostępnionych w kwartalniku. Bardzo daleko mi do napisania eseju czy recenzji, co nie koliduje z chęcią wyrażenia swojego zdania. I do rzeczy.
    Podstawą w funkcjonowaniu każdego państwa jest rodzina, każda rodzina to jedna historia. Dziecko, które dowiaduje się, że zostało adoptowane, zaczyna w pewnym momencie rozpaczliwie szukać biologicznych rodziców, chce poznać prawdę. I tak to funkcjonuje, z małych historii tworzą się wielkie historie; są one opowiadane, czytane, jednym słowem przekazywane z pokolenia na pokolenie. Właściwie to frazesem wydaje się stwierdzenie, że rodzina to silne państwo, to powinno się wiedzieć, powinno tkwić w człowieku jak DNA. Pamiętam, jak wypytywałam rodziców o babcię, dziadka, jacy byli, jak wyglądali, gdzie są pochowani. Gdzieś potem pojawia się duma, jeżeli byli to ludzie, z których można brać przykład. I jeszcze prościej: mamy archeologów, ornitologów, astronomów i tak dalej, i wszyscy poszukują, to wracają, to idą do przodu. Dlaczego? Bo tak to działa. W takim samym stopniu intrygujące jest to co było, jak i to, co jest czy będzie. Dlatego Obcowanie. Manifesty i eseje, moim zdaniem, doskonale spełniają te wszystkie uzależnienia, książka uświadamia nam nierozłączność trybów: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Człowiek niepotrafiący mieć nad sobą wyższych wartości, powiedzmy w sobie, jest okaleczony, można to podciągnąć pod dogmaty, jeżeli zaczniemy wątpić w podstawowe uwarunkowania, dowartościowania, zatracimy sens istnienia. Podobnie jest z wiarą w Boga, i owszem, można wierzyć lub nie, nie można jednak przestać szanować i doceniać czegoś, co jest wartością nadrzędną - ogólnym dobrem, kulturą, którą potrafimy, chcemy wszyscy się szczycić (na pewno powinniśmy), a jednak ją wypaczamy. Walka powinna dotyczyć zła, dobro wystarczy nadzorować, ponieważ jesteśmy podatni na wszelkiego rodzaju odchylenia od poprawności, w dziwny sposób zło jest wygodne i lekkie, gorzej jest z przykazaniami, pracą nad sobą - pokorą. Jan Paweł II powiedział: Wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali.
       Relacje umiejscowione w książce Dakowicza to  przyczyny, dzięki którym mamy się czego uczyć i o co zabiegać. Gorąco polecam wszystkim Obcowanie. Manifesty i eseje, jestem pewna, że reklamacji nie będzie.
     


Żyjemy w epoce rozmytej tożsamości i miękkiej podmiotowo-
ści. Co to oznacza? Każdy osobnik różniący się od masy, której
tożsamość uległa rozmiękczeniu, traktowany jest jak element
obcy, podlega stygmatyzacji i staje się przedmiotem czynności
dezintegrujących. Rozmyta tożsamość jest jak wielka fala pory-
wająca ze sobą ludzkie domostwa, drzewa, przedmioty, niszcząca
wały przeciwpowodziowe. Masa chciałaby ukształtować każdego
na własne podobieństwo, ustala więc sztywną granicę między
normą a tym, co uznaje za jej przeciwieństwo. Kto pozostaje
poza granicą normy (sc. dysponuje wyrazistą podmiotowością
i twardą tożsamością), zostaje napiętnowany, a następnie poddany
bezwzględnej pedagogice śmiechu lub przemilczenia. Mechanizm
ten stosuje się także do kultury.




Przemysław Dakowicz
"Obcowanie. Manifesty i eseje"
Wydawnictwo Sic!
Warszawa 2014





 

 

2 komentarze:

Natalia Zalesińska pisze...

Zachęciłaś.

B.dobry szkic.

Bogumiła Jęcek pisze...

Bardzo się cieszę. Przed chwilą wróciłam z książką Rymkiewicza "Pastuszek Chełmońskiego" ;)
Pozdrawiam Cię serdecznie.