czwartek, 14 lutego 2019

Wiersze walentynkowe


KAMA

II

Imię to kolejna rzeka, wypływa swoją
historią. Kama zaczyna się nad brzegiem
i patrzy w najdalszy punkt. Tam,   
gdzie rzeka dochodzi do chmur,

staje się kobietą, później wraca niby słońce  
przez mgły. Kama śpiewa, szumi i błyszczy.
Wciąż staje się.
  
IV

Kama lubi owijać wodę wokół siebie; 
nurkuje w iglaste gałęzie i woła wspomnienia.
Kocha i rozgrzewa w zimnym słońcu –
popędza fale, potem wychodzi naprzeciw.

Zapala się, gdy wschodzi księżyc. Całowana dryfuje
w dół rzeki. Daje wszystko do końca.


XIV

Jest łódką wypełnioną deszczówką
i roztopionym śniegiem. Przepłynie przez las,
a z nią drzewa, które dochodzą głęboko
do wnętrza. Trzyma uczucia pod cieniutką

warstwą, chociaż na brzegach tyle się dzieje.
Co powie, gdy dopłynie. Przesuwa się
w pasmach prądu – zapala i gasi.

XXI

Kolor czerwony pali się i wędruje niczym
światło wzdłuż torów. Słońce wchodzi w otwarte
drzewo, żyto zapyla mgłę. Widzi, gdy księżyc obnaża się
w mokrym piasku. Wszystko to, to wstęgi, którymi

przemyka. Coraz mniej zabłoconych dni i uśpionej
trawy. Siłą wiosny jest zieleń i Kama to wie. Drzewa
przerzucone przez rzekę tworzą dwa mosty. Jest gotowa
na wszystkie miesiące; rozszerza się przed horyzontem.





niedziela, 27 stycznia 2019

Recenzja - Bogumiła Jęcek "Rozdziały", Kiljan Halldorsson


Otulony górską zimą, bajeczną; otoczony poezją, zatopiony w sobie, dzięki tej poezji... Przygnębiony dziś ciągle tym, co się wydarzyło ostatnio... No, ale przecież trzeba jakoś dalej iść...
Żebym tylko umiał zebrać myśli, z zakwasami w mięśniach i po tęgim, gorącym rosole...
Poetko!
Bardzo się czuję zaszczycony tym drugim podarunkiem, i tym, że mam już Pani dwa tomiki z Jej autografem i serdecznym słowem!
Pamiętam, gdy do moich rąk, kilka lat temu, trafił Pani debiutancki tomik pt.: "Czarne koronki"! Byłem ogromnie zaciekawiony, przez tego naszego ulubionego norweskiego malarza... Gdy otwierałem książkę, wykonałem ruch celowy - spis treści, bo się chciałem dowiedzieć, czy jest tam coś o moim ukochanym obrazie Edvarda Muncha "Noc w St. Cloud"... Z Pani słowami poczułem się jak u siebie... Opisała pani moje myśli... Pisząc o tamtej nocy wymalowanej, i o wszystkich innych malarskich, emocjonalnych przedstawieniach Muncha; podarowała mi Pani szczególną przygodę czytelniczą...
Ciągle i ciągle wracam do tamtych wierszy... I tak samo chyba będę wracał do wierszy z Pani drugiego tomiku...
Nie napiszę jakiejś suchej recenzji... Bo cóż tak na sucho napisać... Żem blisko dziś świata Witkacego, to jego definicję podam, poezji, że nie jest ona wyrażaniem myśli w rymach, tylko tworzeniem syntezy obrazów, dźwięków i znaczeń słów w pewnej formie... Ja bym do tego dodał - jest to mistrzowska opisowość, która tworzy kłębek, z którego myśl można wysnuć... Wspomnienia, wspólnota doświadczeń, ujęte to wszystko w dobre brzmienie...
Lubię czytać wiersze na głos... Wtedy czuć ich temperaturę...I tu temperatura jest wysoka!... Nie tak wiele słów... Uważnie dobranych słów! I w tym całe życie!
Przy drugim tomiku zdałem się na przypadek. No, może nie tak całkiem... Bo najpierw strona tytułowa... Tak trzeba, bo w końcu gdy sama autorka śle w podarunku... Z serdecznego zaproszenia skorzystałem i poszedłem w świat wierszy... Zdając się już na przypadek, bo treść miała być diametralnie inna od tej z pierwszego tomiku... Pierwsze napotkałem "Poletko", jakże treściwe, prawdziwe:
Syn kosi trawę, a mąż układa pocięte
i porąbane drewno pod okapem wiaty.
Ja wyrywam chwasty na małej skarpie.
Wydaje się nam, że jesteśmy razem.
Po lekturze innych wierszy, pomyślałem sobie, że to niezły wstęp... Mamy poczucie bycia razem. Życie to poczucia. Wiele nam się wydaje, choć każde życie, nawet tych najbliższych, ma swoje tajemnice, głębie, do których nie dotrzemy... Ale i tak w tym razem jest dość, by kochać, pielęgnować, by być czułym... Ci, co są obok, tu i teraz, ale i ci, co odeszli, wspomnienie o nich, wiedza o ich przeżyciach, co jest cegiełką tej całej wielkiej historii...Ja, oni, tamci, i ja sprzed lat, który, która też już przecież nie istnieję... Sam - bo każdy jakoś to swoje życie sam przejść musi, zmierzyć się z nim, wreszcie spotkać śmierć - w cztery oczy... Ale i razem, bo jednak człowiek nigdy nie jest sam... Bo jest jednak obok innych, i składa się z innych...
Teraz i wczoraj. Drobiazgi, chwile. Dzisiejsze, przeszłe... Jest jak w życiu. Choć dziś może nie jest tak strasznie... Są rzeczy niepojęte - obóz, zagłada tuż obok, niezgoda, przewlekłe partyzantki, wreszcie jakieś kompromisy, co zawsze będą uwierały, po kres... Mniejsze zło, gdy już dobra nie widać...
Indywidualne dramaty... Coraz bardziej przebrzmiałe, bo przecież czas leci, choć warte pamiętania, bo to przecież nauka, płynąca z lat, gdy zatryumfowała pogarda...
Tak mi pani przypomniała, jak w dawnych czasach słuchałem dziadka opowiadającego o obozowych niesamowitościach... To wraca, tak jak w Pani tomiku - jest dziś, i nagle w to wszystko wkrada się wspomnienie o czymś niewyobrażalnym... Pamiętam szczególnie pewne lato - lipiec, zmierzch, otwarte okna na ogród - rodzinne kółko, przy lampie naftowej, by specjalnie nie zakłócać mroku... Dziadek wspominał rzeczy, które mnie, szczeniaka wtedy, skłaniały do zadawania absurdalnych pytań: Czy wtedy też trawa była zielona? A niebo niebieskie? A jak zachodziło słońce... Tak samo było... Ku mojemu zdziwieniu, ale też i przerażeniu... Był taki spokój, tylko ćmy, błyszczące oczy, pies całkiem odprężony, śpiący koło naszych nóg... Spokojne teraz, ówczesne teraz, z mej szczeniackiej epoki, pełne jednak napięcia, bo pośród wspomnieniowych niesamowitości czekaliśmy na sowę, która każdego zmierzchu przylatywała, by posiedzieć trochę na takiej pochyłej tyczce, po której piął się dorodny jasiek... Zjawiała się jak duch, niewielka, czarna sylwetka w późnowieczornej zorzy...
Ptaki. Patrzenie na ptaki... Ogromnie to lubię. Bez jakiegoś ornitologicznego zapału goniącego za rzadkościami - moje ptaki to (pomijając islandzkie ptasie szaleństwo): gawrony, wróble (ku mojemu przerażeniu coraz rzadsze w moim Krakowie - a przecież kiedyś uszy puchły od ich kłótni i awanturniczych zalotów oraz miłosnych przechwałek), gołębie, sroki, coraz bardziej miejskie sroki... Ogromnie polubiłem wiersz pt.: "Relacja" To przecież samo życie. Tak dokładnie opowiedziane! W tym krótkim opisie! Pewien lęk przed dorosłością. Trochę uzasadniony. Ta wrona, co odgania, to pewnie tato; ta, co przemyca smakołyki, to z pewnością mama, która marzy przecież, by jej pisklątko zawsze było małe i nigdy nie odleciało... Bo gdy się tak przyjrzeć dorosłej sroce w zielonościach tui... Dzieje się zło, z naszego punktu widzenia zło, którego jednak nie sposób uniknąć, nie sposób mu zapobiec, musi się dziać... Ale niech już tak będzie, w tym pięknym świecie, jednak...
Przytaczam znów słowa poetki, z nadzieją, że mi wolno: "Relacja":
Przy śmietniku rodzina wron. Młode uczą się
zdobywać pożywienie, skrzeczą i chodzą za dorosłymi,
próbują wymusić dokarmianie. Jedno z rodziców odgania,
drugie wkłada do dziobów ptasie smakołyki.
*
Widzę z okna, jak sroka dostaje się do gniazda
ptaków w czterometrowej tui. Z dziobem
w miękkich gałęziach macha skrzydłami i najwyraźniej
znajduje pożywienie; trwa to ponad chwilę.
----
Tu i teraz, wczoraj, miejsca, kiedyś straszne, stające się później placem zabaw dla dzieciaków, dla nowego życia, które jeszcze nie rozumie... Czasem to zabawy w strzelaninę i śmierć - w końcu dziecięce zabawy to naśladowanie dorosłych...
Na tym świecie wszystko jest na chwilę: my, nasze wielkie sprawy i małe sprawki... "W odcinku". Jakie to też urocze... I też ile moich własnych wspomnień z tego wyrasta... Stara kuźnia... Mój pradziadek był kowalem (po latach, gdy obejrzałem zdjęcia z jego podobizną, odkryłem, że ten miłośnik życia i kobiet był szalenie podobny do Knuta Hamsuna!) - ważna figura w jednej z podkrakowskich wsi... Za moich czasów już była ta kuźnia uśpiona. Obok tej kuźni, w jednej z rodzinnych kolebek, wśród malw, w niebiskim domku mieszkały dwie siostry mojego dziadka, które z czasem przemieniły się w maleńkie staruszki, jak z bajki, w bajkowych wnętrzach chaty ze świętymi obrazami i rozkochanym w swoim miejscu, wdzięcznie rozgałęzionym, rozłożystym, kwitnącym na różowo oleandrem... Obie żyły sto lat i zawsze były razem... W ich domu wisiał kiedyś szafkowy zegar. Dziś tyka w moim domu, zadbany, naoliwiony, kapryśny, rozkosznie niedokładny, w zależności od aury albo wyrywający się do porzodu, albo nie nadążający za elektroniczną dokładnością... W swoim rytmie, w swych nastrojach... (Tak jak i ja, w sumie, ja, z tą moją dziadkową łyżką wojenną, wojskową, od której dawno temu urwał się widelec - resztki jakiegoś żołnierskiego niezbędnika - kiedyś nabierające jakieś wodzianki na brukwi, dziś wędrujące do mego dzioba napełnione treściwymi, pokojowymi zupami ...) Mierzył czas już tylu ludziom...
Kuźnia z wiersza została rozebrana. Wszystko gdzieś przeszło:
Siedzimy pod wiatą, na stole dwie filiżanki
i termos z kawą. Przed nami,
na wykarczowanej kiedyś ziemi, las.
Także i moje tu i teraz. Kłopotliwy (kłopotliwy, bo dziś decyzją władz na terenie parku krajobrazowego), odziedziczony kawałek ziemi, gdzie kiedyś przylatywała sowa. Ten kawałek sąsiadował kiedyś z polem, którym zajmowała się miejscowa baba - istota z rodzaju straszydeł, przed którymi uciekają dzieci. Niestrudzona, sękata baba rwała tam chwasty, ciupała... Różne tam rośliny usiłowała uprawiać... Były buraki, był i mak nawet... To było czterdzieści lat temu... Czas porwał sękatą babę w zaświaty, czas posiał tam las... Pobliski starodrzew wypuścił trójkątną - bo taki kształt ma sąsiadujące z moją ziemią poletko - odnogę - rozsiał się brzozami, jaworami, klonami... Nikt by dziś nie uwierzył, że na miejscu tej dorodnej leśnej gęstwiny kiedyś siała baba mak...! Żyję już tak długo, by widzieć tak niesamowite zmiany... Kiedyś to było nie do uwierzenia - czas się wlókł, wszyscy żyli i wydawali się nieśmiertelni... Dostrzec, jak rośnie las?... Dziś prawie nikt nie żyje, ale jest las...
Natura, która daje stanowczy sygnał. Natura, która jednak, choć zwykle zwycięska, nie ma z nami łatwego życia, o czym i poetka wspomina: "Notatka":
Brzozowy lasek poprzeplatany sosnami,
sam się posiał na polu za domem. Równo jak od linijki.
Przecina go sieć wysokiego napięcia. Kiedy drzewa
podrosły, trzeba było kilka ściąć, w tym sosnę,
żeby uniknąć zakłóceń w dostawach.
My, i przodkowie w nas, my i nasza przeszłość, przeżyta; i przyroda... My, dziś pod niebem tak dziwnie, tak regularnie pokreślonym śladami po samolotach... W drodze dokąd? W tym wszystkim jest to pytanie, można się go tam doszukać...
Niepowtarzalności, w detalach, ale przecież ile podobieństw. Nie tylko tu, w tej naszej doświadczonej Środkowej Europie, ale w ogóle...
Chciałbym tu jeszcze gadać i gadać, i przytaczać słowa, właściwie wszystkie, ale przecież popełniłbym wtedy przestępstwo!
Można powiedzieć, uchodząc w jakąś zwięzłość, skrótowość, że Bogumiły Jęcek "Rozdziały" to opis życia: umiejętny, uważny, pełen uczucia, dobrego uczucia... Obcowanie ze sztuką to przyjemność. I ja mam ogromną przyjemność w obcowaniu z tym tomikiem, choć w tej przyjemności są i łzy... Ale to tak jak w życiu - i radość, i płacz, i zachwyt, i tęsknoty... I jakaś ostateczna zgoda na to wszystko, co się dzieje, z jakąś wiarą w zakamarkach duszy, że wszystko ma jakiś sens...
O, bogowie drodzy, gadałbym i gadał...
Tak, mijamy, po nas bawią się dzieci, w końcu rośnie las... A my, póki jesteśmy, starajmy się chodzić na palcach... Pokochałem Panią absolutnie za to chodzenie jak najciszej, prawie na palcach, obok wygrzewających się w słońcu jaszczurek...
Starajmy się nie przeszkadzać... Uczmy się nie wadzić, nie zagarniać nazbyt wiele, szanować... Przy tej okazji Goethe mi przychodzi na myśl, ten miłośnik życia, wydobyty z pamięci człowieka kształconego:) Goethe:
Wiem, nic tu do mnie nie należy.
Nic oprócz myśli, co z więcierzy
Ducha swobodnie się wyzwala.
Nic, oprócz chwili, z której błogi
Los pośród ziemskiej mojej drogi
Szczodrze korzystać mi pozwala.
Dziękuję Pani, Pani Bogumiło! Za piękno, za naukę, za przypomnienia!... Za drobiazgi, które znaczą tak wiele, choćby za tego piątaka z rybakiem... Jeszcze pamiętam te monety w obiegu... Pierwsza, druga klasa - taki drobny codzienny rytuał - ja szedłem do szkoły, tato do pracy - dawał mi piątaka na ciastko, czasem był to rybak... W moich czasach był już dość wyjątkowy, więc trochę żal się było z nim rozstawać... Ale do dziś posiadam jedną taką monetę, na pamiątkę:)
Nie tak dawno temu usłyszałem od kogoś, że traci czas ten, kto nie czyta poezji. Czytajcie więc poezje. Także i poezje Bogumiły Jęcek!
Urocza artystyczna Łódź!... Poetycka i graficzna... Okładkę zdobi grafika Roberta Ruszczyka. Po więcej warto zajrzeć dalej: malekolory.blogspot.com
No i po poezję sięgnąć trzeba, wspaniałą, by nie marnować czasu. Poczytajcie:
Bogumiła Jęcek
"Rozdziały"
Wydawnictwo Kwadratura, Łódź 2018






Źródło: kiljanhalldorsson





środa, 2 stycznia 2019

MAŁGORZATA NAWROCKA

O Adamie z Bogiem

Przez mostek żebra
przyprowadził Bóg Adama
do cichego domu Ewy
zaopiekuj się nim powiada
bo to ciele narowiste i krnąbne
nakarm je przygarnij
skarpetki mu znajdź do pary
szalik zrób na zimę
i pamiętaj
chwal go codziennie
żeby
nie uciekł





"Bóg z blondynką"
Wydawnictwo Emmanuel
40-384 Katowice
ISBN 978-83-63757-85-4





niedziela, 18 listopada 2018

VIII Salon Ciekawej Książki w Łodzi

Salon Ciekawej Książki  (2018) gościł odwiedzających w dniach 16 – 18 listopada. Hasło przewodnie targów to „Nie ma Polski bez literatury”. Książki można było nabyć w cenach promocyjnych, co było dodatkowym atutem dla miłośników czytania. Czytelnicy mogli również zapoznać się z nowościami rynku księgarskiego i mieć bezpośredni kontakt ze znanymi autorami. Ja wybrałam się na zakupy w sobotę, co nieco kupiłam i co nieco otrzymałam w prezencie, jednym słowem mam zaopatrzenie na kilkanaście długich wieczorów.

Ekipa Domu Literatury w Łodzi 



(Zdjęcia własne)




niedziela, 11 listopada 2018

Święto Niepodległości 2018

Dziś setna rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. W Łodzi marsz przeszedł ul. Piotrkowską przez Pl. Wolności, ul. Nowomiejską, Ogrodową na Rynek Manufaktury. W obchodach  wzięła udział między innymi Grupa Rekonstrukcyjna z Łodzi.























(Zdjęcia własne)




sobota, 27 października 2018

Wydarzenia

Na początku września został wydany  przez Łódzki Dom Kultury (KWADRATURA) mój drugi tom wierszy pt. „ROZDZIAŁY”, pod redakcją Piotra Groblińskiego. Autorem grafiki na okładce jest Robert Ruszczyk, blurb został napisany przez Przemysława Dakowicza. Wszystkim Panom bardzo dziękuję.  Premiera odbyła się 2 października 2018 roku w ŁDK.


Rozmowę poprowadził Piotr Grobliński


W ODCINKU

Przyjeżdżamy na tyle często,
aby niszczyć kretowiska; tępimy chwasty
i odstraszamy szpaki. Przez trzy miesiące
czujemy się zwycięzcami.

W zeszłym roku sąsiad rozebrał starą kuźnię.
W kręgu drzew i krzaków kruszeje ściana
na kształt schodów. Jeszcze niedawno
dotykałam zimnego kowadła.

Siedzimy pod wiatą, na stale dwie filiżanki
i termos z kawą. Przed nami,
na wykarczowanej kiedyś ziemi, las.







piątek, 20 lipca 2018

Wołyń...

"Wołyń. Przemilczana zbrodnia na Polakach."

Redakcja: Michał Kramek
Wydawnictwo Bonum Verbum
Zakrzów 42, 24-335 Łaziska
ISBN 978-83-945538-2-1


Historia zajmuje się badaniem przeszłości, badaniem tego, co minione. Nie wiem czy zawsze tak było, ale ostatnio bardzo często mówi się o „prawdzie” historycznej. Nie wątpię w to, że historię od zarania ktoś próbował przekłamać, zatrzeć ślady poszczególnych niewygodnych dla siebie faktów, tylko czy na taką skalę i w taki sposób, a książkę polecam, moje oczekiwania spełniła.


(Fragmenty)

Mówi się, że okrucieństwo nacjonalistów ukraińskich wobec Polaków
było stosunkowo mniejsze niż okrucieństwo sowietów 
czy też faszystów niemieckich. Czy to prawda?

(...)
Ukraiński pisarz /już śp. Wiktor Poliszczuk/ ożeniony z Polką,
na kilku stronach swojej książki nie mógł pomieścić
opisów sposobów mordów, których dokonywali upowcy
na Polakach, np.  księdzu katolickiemu rozcinano brzuch,
wpuszczono tam szczury i sznurkiem ranę "zszywano",
lub wbijano kilka gwoździ w głowę ofiary, która przez
kilka godzin w ogromnych bólach konała... małe dzieci,
o których śpiewał Lech Makowiecki - były jakże często
nabijane na sztachety... i wiele, wiele innych "sposobów"
unicestwiania swoich sąsiadów. Pisarz zmarł w Kanadzie
z wyrokiem śmierci, który upowcy wydali dlatego, 
że pisał prawdę.
(...)

Ks. Andrzej Moskal


Czy powinniśmy przebaczyć Ukraińcom trudną przeszłość?

W imię wartości chrześcijańskich należy przebaczyć.
Jednak - jak przy spowiedzi - gdy prosimy Boga
o przebaczenie, to zachowujemy pewne warunki:
1/ rachunek sumienia; 2/ żal za grzechy; 3/ mocne
postanowienie poprawy; 4/ szczera spowiedź; 
5/ zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. Jeśli więc 
naród ukraiński poprosi o przebaczenie, naród polski
mu przebaczy.
(...)

Ks. prof. dr hab. Józef Marecki