poniedziałek, 12 października 2015

Orzysz - zdjęcia i wiersz

Coraz mniej chęci na pisanie, gdyby to było możliwe, najchętniej zamieszczałabym same zdjęcia ;) Wyniki XI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Michała Kajki znamy - tutaj, pozostało mi udostępnienie kilku zdjęć i jednego z moich wierszy konkursowych. Na uroczystości byłam, dotarłam zgodnie z planem, ale za to z małymi przygodami wróciłam. Niestety, PKP i PKS ze swoją wiarygodnością należą już do przeszłości. I jeszcze jedno, dowiedziałam się, że po przebudowie domu Kajki to już nie ten sam dom, został właściwie zbudowany od nowa i nie ma w nim ducha, którego czuło się w starej budowli z kręconymi drewnianymi schodami, nie ma śladów, które zostawiał kiedyś poeta i po których odnosiło się wrażenie, że się idzie.


Figury

Ukrywamy się na placu budowy między paletami
cegieł, za wieloma górami piasku. Strzelamy
z patyków i upadamy w nieistniejącej
kałuży krwi.

*

W piwnicy mieszkają duchy – nie chcą wyjść.
Poprawiają na ścianach te same słowa:
„Bolesław Piasecki tu siedział”, „Na wyrok czeka
Bogusław Kozłowski”, „Jezu wyratuj”.

*

Przez kilka lat układałam starannie koc na kołdrze,
szukałam boków dłuższych, i tak naprawdę, nigdy
nie byłam do końca pewna, czy zrobiłam to dobrze.
Dopiero niedawno odkryłam, że jest to kwadrat.




B.J



Piec jest pozostałością, czyli autentyk, jest ślad...

Po prawej Mariusz Patyra - światowej sławy skrzypek,  laureat Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego Josepha Joachima w Hanowerze (1997 rok). Po lewej stronie laureat konkursu (kategoria poniżej 18 lat) Krzysztof Herman.
Miłosz Anabell - I nagroda






Dworzec w Orzyszu, a właściwie to pozostałość...





sobota, 8 sierpnia 2015

Takie tam... na gorąco.

Dokładnie dwa tygodnie spędziłam na wsi i było mi tam bardzo dobrze. Trochę popracowałam, dużo więcej pojeździłam na rowerze i nawet biegałam. Pogoda mi dopisała, nie było upałów tak dotkliwych jak obecnie, chociaż było bardzo ciepło i nawet zdarzył się deszczyk. Jeździłam do sąsiednich wiosek, a w jednej z nich znalazłam wyjątkową studnię, czyli żurawia studziennego. Właściciele nie mogli się nadziwić mojej radości. Wprosiłam się oczywiście na następny dzień, ale już z aparatem, poza tym gospodarz okazał się gawędziarzem i usłyszałam sporo ciekawostek dotyczących okresu wojennego i powojennego. Jak zwykle porobiłam dużo zdjęć, zatrzymałam sobie w ten sposób chwile, które zadomowiły się już w przeszłości. Było jeszcze coś, co odrobinę zaburzyło mi wakacje, mianowicie Barszcz Sosnowskiego. Okazuje się, że jest go w okolicy mnóstwo. Rozmnożyło się to piorunująco i wiem dlaczego, wieś wymiera, w wielu domach są starzy ludzie, samotne kobiety lub gospodarstwa opuszczone, gdzie nie ma kto kosić. Mało tego, pobocza, które są własnością gminy, również nie należą do systematycznie koszonych. Inni bagatelizują fakt, że roślina jest niebezpieczna.
Gdy pojechałam na lody do najbliżej położonej wsi (zadbanej i niewyludnionej), prawie że naprzeciwko sklepu zobaczyłam małą "plantację" tego paskudztwa. Fakt, przykry fakt, został zgłoszony do gminy i pobocza wzdłuż dróg zaczęto kosić. Czy to jednak nie za mało?










ślicznotki ubrane na galowo
niegrzeczna kaczuszka...
czego to nie robi się dla dzieci...



przygotowania do pierwszego lotu







Barszcz Sosnowskiego



liście Barszczu Sosnowskiego



jedyny w okolicy żuraw