piątek, 1 sierpnia 2014

Gdy brat staje się katem (I)

"Kolejny dzień przyniesie szereg wypadków niewyobrażalnych i przewracających wszystko do góry nogami. Nic już nie będzie takie jak przedtem. Odmienią się także ludzie. Ten niedzielny dzień to 17 WRZEŚNIA 1939 ROKU. Z samego rana, punktualnie o godzinie szóstej, wszystkich podrywa terkot maszynowych karabinów. Janeczka po raz pierwszy w życiu słyszy ich obrzydły jazgot. I słyszy głos ojca, którego nigdy nie zapomni. Blady, roztrzęsiony, woła:
- Słuchajcie! Bolszewicy idą! Zaprzęgać?
Wkrótce, wraz z żoną i córką, siedzi w bryczce. Powozi własnoręcznie. Byle prędzej do Kozaczek! Do rodziców! Szybciej!... - z całych sił pogania konie.
Na strażnicy Korpusu Ochrony Pogranicza w Kozaczkach dezorientacja. Nikt niczego pewnego nie wie. Najwidoczniej przecięto wszystkie łącza. Całkowity brak kontaktu z odwodem usytuowanym na granicy Wołynia i Galicji. Co robić? Z sąsiedniej, ośnickiej strażnicy, oddalonej dwa i pół kilometra, docierają odgłosy strzałów. To mobilizuje komendanta do działania. Błyskawicznie podejmuje niełatwą decyzję zaniechania oporu. Zwoławszy podwładnych, daje rozkaz wymarszu do dworu. Zatrzymawszy ich przed gankiem, wpada do środka bez powitania i bez żadnych wstępów wypala:
- Potrzebne ubrania cywilne dla żołnierzy! Rozpuszczam ich! Wracają do domu. Ruscy idą! Był rozkaz - nie walczyć z nimi. Muszę... - przerywa na odgłos tętentu kopyt. Na majdan wjeżdża obcy żołnierz. Z końskiego pyska spadają płaty piany. - Sowieci! Strażnica w Ośnikach zlikwidowana! Wszyscy zabici! We śnie nas zaskoczyli! Przez most widocznie się wdarli! Ja cudem uszedłem z życiem. 
Nie do wiary! Niebo pogodne, błękitne, słońce świeci jak przed chwilą, cieplutko i przytulnie, a tu nagle... bolszewia!... Tutaj ich jeszcze nie ma, chyba z braku mostu w pobliżu. Wiadomo jednak, że WKROCZYLI! Niespodziewanie i podstępnie. Od tyłu! Kopiści, z pomocą niezawodnej Antośki, a także Florka, błyskawicznie wdziewają na siebie robocze ubrania, na głowy wciskają czapki z daszkiem lub baranie i - z grabiami czy widłami w ręku - rozpływają się w przestrzeni. natomiast komendant z dwoma podoficerami, poprosiwszy Aleksandra o furmankę i konie, odjeżdża w kierunku Łanowiec. Zamierzają dotrzeć do odwodu, gdzie powinno być dużo wojska. Być może uda się im przedrzeć do Zaleszczyk i dalej, aż do Rumunii? W samą porę, bo już ktoś donosi, że Ruscy są we wsi. Dziedzic chce wiedzieć, czy to prawda. - Florciu, pojedź i zobacz, co to za jedni. Były wychowanek, wystrojony paradnie - jak to do cerkwi - w angliki, bryczesy, skórzaną kurtkę i rękawiczki, w świątecznej koszuli i krawacie, w czapce z daszkiem na głowie, posłusznie wskakuje na konia. Kiedy zatrzyma się przed świątynią, gdzie pełno ludzi i obcego wojska, nieoczekiwanie obstępują go bajcy. W wytłuszczonych, zszarganych, nieokreślonej barwy szynelach, w szpiczastych czapkach - budionnówkach, ozdobionych ogromną czerwoną gwiazdą, w brezentowych butach na gumowych podeszwach, z wrogimi twarzami. Karabiny maja przewieszone na sznurkach, u boków - okrągłe, zaskorupiałe manierki. Niektórzy dosiadają małych stepowych koników, toteż nogi wyższych wzrostem szorują po ziemi. Śmiejąc się hałaśliwie, obserwują, jak koledzy szarpią "polskiego pana", ściągają z konia, coś wykrzykują. Trudno zrozumieć co, bo wrzeszczą wszyscy naraz. Wtem pojawia się starszyna z kilkoma czerwonymi kubikami na pagonach i rękawach. Prezentuje się lepiej od swych podwładnych, lecz i on nie grzeszy życzliwością. - Wot pamieszczik! Zsiadaj krwiopijco! - przyłącza się do sołdatów. Byłoby z Florkiem krucho, gdyby nie jego współplemieńcy. Nie zamierzają pozostawić go na pastwę losu.  - To nie żaden pamieszczik! Toż fornal ze dworu. Dziś u nas prazdnik! Nabożeństwo mamy! Dlatego tak paradnie ubrany. Najwidoczniej oficer daje wiarę świadectwu wieśniaków, a może ma zalecenie zjednywania ich wobec Krasnej Armii, gdyż nie tylko puszcza chłopaka wolno, lecz zostawia mu jeszcze wierzchowca. Miał szczęście, że nie spotkał krasnoarmiejców na pustej drodze. Pewnie pożegnałby się nie tylko z koniem, lecz i z życiem.

(...) Zwiedzeni pozorami normalności, oddychają z ulgą do tego stopnia, że Adolf z rodziną odjeżdża do siebie. Tu również nie dzieje się nic złego. Niestety, tegoż jeszcze dnia w Brzezinie pojawiają się przedstawiciele nowej władzy. Najwidoczniej ktoś uczynny zdążył donieść o powrocie "wrogiego elementu".
- Będziem was rozkułaczać!
Z dnia na dzień wszystko ulega zmianie. Także niektórzy tubylczy sąsiedzi. Dotychczas przyjaźni i życzliwi, nagle zmieniają się nieprawdopodobnie. Wprost nie ci sami. Wrodzy, napastliwi, butni, uszczypliwi. Utwierdzani przez Sowietów, że ci przybyli, by oswobodzić prawosławnych braci spod władzy polskich panów, co zgadza się z tym, co głoszą rodzimi nacjonaliści - zaczynają uważać się za tym mocniej pokrzywdzonych, co pobudza ich do odwetu. Wierzą święcie, że przystępują oto do walki o samostijną Ukrainę. Sprawia to, że skrajny odłam Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów OUN, już przed wojną słynący ze swych antypolskich niepodległościowych działań, zdobywa coraz większe wpływy. Rozkułaczenie okazuje się po prostu rabunkiem w świetle nowego prawa, a raczej bezprawia. Właścicielom Brzeziny "obrońcy prawosławia" z miejsca rekwirują na rzecz kołchozu w Łysogórce, po drugiej stronie Żerdzi, całą ziemię poza sadem i cały dobytek z wyjątkiem domu oraz budynków gospodarczych. Poza tym zabierają im dosłownie wszystko i natychmiast transportują za rzekę. Zwierzęta i maszyny, a także pasiekę. Nie zostawią ani jednej owieczki, ani nawet kury, gęsi czy kaczki. Zagarniają również kwiaty doniczkowe.
(...) Płacze na myśl o zmarnowanych koniach, które - jak się niebawem dowie - padły po trzech dniach, skutkiem czego świeżo upieczeni władcy tracą sposobność do zadawania szyku w zagrabionej również bryczce. - Dostawały dotychczas od polskich panów owies? No to teraz będą jadły pszeniczkę! Po takim posiłku i biedne koniki nie dożywają ranka. Nie lepiej powiodło się grabieżcą z pszczołami. Cały rój wraca natychmiast do Brzeziny. Do siebie! Biedne stworzenia. Nie mają gdzie mieszkać, ponieważ nowych uli zbudować nielzia. Można mieć najwyżej trzy. Wierne owady grupują się w kupki na ziemi, co im jednak nie wyjdzie na dobre. Zginą przy pierwszym mrozie".


Krystyna Lubieniecka-Baraniak
"Gdy brat staje się katem"
opowieść dokumentalna
Fundacja "Nasza Przyszłość"
ISBN 978-83-88531-78-1






niedziela, 15 czerwca 2014

Nie ma to jak przygoda

Wczoraj (14.06) wybrałam się na zakupy do Galerii Łódzkiej. W drugiej połowie czerwca obchodzimy z mężem trzydziestą rocznicę ślubu i postanowiłam kupić mu wyjątkowy prezent. Udało się. W tym też dniu gościł w Galerii Przemysław Saleta, nie mogłam nie skorzystać z okazji. Poprosiłam o autograf, a dobra Wróżka zrobiła mi zdjęcie :)


Fot. Magdalena I.




sobota, 7 czerwca 2014

Wojciech Bonowicz - wiersze

Są wiersze, tomy, książki, o których właściwie nie ma potrzeby za wiele pisać. Świetnie się czytają, wchłaniają. Naszym zadaniem jest tylko sięgnięcie po nie.

Piątek

Jest daleko. I jego wiersz także jest daleko.
Nie wychodził dziś  z domu. Lecz jest daleko
nie wyprowadził psa nie nakarmił rybek.
Jest daleko. W domu kręci się niczego
nie dotykając nie je nie włącza nie przeszkadza mu.
Światło pada na rybkę i czyni ją srebrną.
Za oknem słychać warkot ludzi. W oddali wiadukt
za wiaduktem wielki ciemny neon. "To nic", mówi.
To nic: nie wychodził z domu całe przedpołudnie
był daleko. Jeszcze nie wrócił.

Pokój

Zasłaniam ręką nie lubię
kiedy wchodzą. Nie zamykam drzwi
ale złości mnie gdy wchodzą bez pukania

kiedy piszę. Zasłaniam ręką kartkę
nie chcę żeby widzieli mnie
rozebranego

jak tańczę
jak powoli
wydobywam się z grobu.

W drzwiach stoi nowe życie. Mówi
do mnie dziwi się
tej przemianie.

Echa drugie

Idą dzieci ścieżką o świcie do kogo są podobne?
Jak kamyki rzucone w trawę jak ząbki w pudełku.
Są bardzo małym zbiorem na wielkim rozedrganym świecie
wśród mrówek i jarzębin wspinają się na miejsca.

Wiatr pod nogi im sypie piasek z wielkiego kotła.
Uczą się już odróżniać drzewa i nazwy drzew.
Unoszą wysoko głowy jakby wypatrywały zwiadowców
zawsze po drugiej stronie oczekuje ciekawsza lekcja.

A po drugiej stronie śnieg leży i dzień nie wstaje
wielkie młyny trzymają w górze bezczynne ramiona.
Tylko w jednym oknie pali się ogień i rzuca na śnieg
ślad wyciągnięty ku nim gorejącą ręką.

Napis przy torze

Pół świata nas
nienawidzi.
Drugie pół to my.



Z tomu "Echa" Wojciecha Bonowicza
Biuro Literackie, Wrocław 2013
ISBN 978-83-63129-52-1







niedziela, 25 maja 2014

Ostatni fragment z „Ostatniego rozdania” Wiesława Myśliwskiego

Przeczytałam kilka książek tego autora, jednak najbardziej zafascynował mnie doskonały „Traktat o łuskaniu fasoli”. Żadnej z pozostałych książek nie czytałam z tak zapartym tchem. Z „Ostatniego rozdania” najmocniej zaintrygowała mnie końcowa część książki i od tego też momentu szybciutko dobrnęłam do finału. Bardzo cenię sobie twórczość Myśliwskiego, podobnie jak i postać samego autora. Niesamowitość Myśliwskiego polega na trafnym postrzeganiu świata i ludzi, na zdolności obserwowania nie tylko tego, co zewnętrzne. Miałam przeogromne szczęcie być na dwóch spotkaniach z pisarzem w Łodzi, a są to spotkania nietuzinkowe, na zawsze pozostające w pamięci, jak i jego filozofia, która  zadomowiła się na stałe w mojej wyobraźni. Cieszę się niezmiernie, że są słowa, pod którymi mogę się podpisać bez jakichkolwiek zastrzeżeń.

- Świat nie idzie bowiem ku lepszemu, a więc i człowiekowi przyjdzie dzielić los świata. Psychologia będzie musiała sprostać temu, co niewątpliwie nadejdzie. Bezradny wobec przyszłego świata człowiek, który i dzisiaj jest już często bezradny, będzie potrzebował szczególnej pomocy, ba, bez mała opieki. I czyja to będzie rola? Nas, psychologów. Władza taka czy inna stanie się tak samo bezradna, bezradne będą ideologie, religie. My nie możemy być bezradni. W tym przyszłym świecie człowiek będzie się coraz bardziej odczłowieczał, tracił indywidualność, wolę, świadomość siebie. Jednostka stanie się zawadą świata. Świat będzie potrzebował dobrze wyrobionej masy. Już jej potrzebuje. Jak wyrobić zatem niczym ciasto, żeby tak powiedzieć, ludzką masę, oto cel świata. Podporządkować, ujednolicić, a do tego, aby czuła się szczęśliwa. Cóż więc nam mogą pomóc te wszystkie zestarzałe teorie, standardy, stereotypy, puste słowa, w które zaklął nas język.


A teraz kilka zdjęć z pobytu Wiesława Myśliwskiego w Łodzi (Klub Nauczyciela, 10.04.2014)


Spotkanie poprowadził  prof. Tomasz Bocheński

Jedyny autor uhonorowany dwukrotnie Nagrodą Nike (za powieści „Widnokrąg” w 1997 i „Traktat o łuskaniu fasoli” w 2007). 






Dedykacja dla mnie...


Fot. B.Jęcek


czwartek, 22 maja 2014

Nagroda Literacka Nike 2014 - nominacje

Maj - niesamowity miesiąc pod każdym względem, dzieje się i dzieje.  Właśnie dzisiaj poznaliśmy kolejne nominacje, tym razem do Nagrody Nike. I tak jurorzy spośród 300 zgłoszonych książek wybrali 20 nominowanych:
- 8 powieści
- 5 tomów poetyckich
- 3 reportaże
- 2 tomy eseistyczne
- autobiografia  
- dziennik

Powieści

Justyna Bargielska „Małe lisy” (Czarne, Wołowiec) 
Brygida Helbig „Niebko” (W.A.B., Warszawa)
Ignacy Karpowicz „ości” (Wydawnictwo Literackie, Kraków) 
Wiesław Myśliwski „Ostatnie rozdanie” (Znak, Kraków)
Łukasz Orbitowski „Szczęśliwa ziemia” (Sine Qua Non, Kraków)
Jerzy Pilch „Wiele demonów” (Wielka Litera, Warszawa)
Paweł Potoroczyn „Ludzka rzecz” (W.A.B, Warszawa)
Patrycja Pustkowiak „Nocne zwierzęta” (W.A.B., Warszawa)

Tomy poetyckie

Wojciech Bonowicz „Echa” (Biuro Literackie, Wrocław) 
Darek Foks „Rozmowy z głuchym psem” (Dom Literatury w Łodzi, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi)
Szymon Słomczyński „Nadjeżdża” (Biuro Literackie, Wrocław)
Xawery Stańczyk „Skarb piratów” (Lampa i Iskra Boża, Warszawa)
Marcin Świetlicki „Jeden” (EMG, Kraków)

Reportaże

Wacław Radziwinowicz „Gogol w czasach Google’a” (Agora, Warszawa)
Małgorzata Rejmer „Bukareszt. Kurz i krew” (Czarne, Wołowiec)
Ziemowit Szczerek „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” (Korporacja Ha!art, Kraków)

Tomy eseistyczne

Andrzej Stasiuk „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” (Czarne, Wołowiec)
Piotr Szarota „Wiedeń 1913” (słowo/obraz terytoria, Gdańsk)

Autobiografia

Karol Modzelewski „Zajedźmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” (Iskry, Warszawa)

Dziennik

Jerzy Pilch „Drugi dziennik” (Wydawnictwo Literackie, Kraków) 

Jurorami tegorocznej edycji Nagrody Nike są: Marek Beylin, Piotr Bratkowski, Mikołaj Grabowski, Irena Grudzińska-Gross, Ryszard Koziołek, Rafał Marszałek, Tadeusz Nyczek (przewodniczący), Stanisław Obirek, Maria Poprzęcka.

Na początku września poznamy 7 finalistów Nagrody Nike, a decyzję o laureacie Nike jury podejmie w dniu jej wręczenia - w pierwszą niedzielę października. Zwycięzca otrzyma 100 tys. zł i statuetkę. Fundatorami są „Gazeta Wyborcza" i Fundacja Agory.








poniedziałek, 19 maja 2014

Nominowani do Nagrody im. W. Szymborskiej 2014



Do konkursu Nagrody Poetyckiej im. W. Szymborskiej zostało zgłoszonych 171 tomów. Wśród nominowanych znalazło się pięciu, dobrze nam znanych poetów:

- Wojciech Bonowicz za tom „Echa” (Biuro Literackie)
- Jacek Dehnel za tom „Języki obce” (Biuro Literackie)
- Mariusz Grzebalski za tom „W innych okolicznościach” (Wydawnictwo EMG)
- Julia Hartwig za tom „Zapisane” (Wydawnictwo a5)
- Michał Sobol za tom „Pulsary” (Wydawnictwo Nisza)

Nazwisko laureata, który otrzyma statuetkę oraz 200 tysięcy złotych poznamy 25 października. Gala wręczenia Nagrody odbędzie się w Krakowie, w Centrum ICE Kraków przy ul. Konopnickiej 17.

sobota, 17 maja 2014

Recenzja "Czarnych koronek"

Udostępniam recenzję napisaną przez Magdalenę Bąk dla pisma literacko-artystycznego "Fraza". Jest to na pewno jedna z najlepszych recenzji, najbardziej trafna, a najistotniejsze jest, że autorka nie napisała o "Czarnych koronkach", że są świetnym pomysłem, ale że są inspiracją, co nie odbiega od prawdy.

PRZEZ CZARNĄ KORONKĘ

Koronkowe woalki wyszły z mody. A przez czarną koronkę, jak przez żałobny kir, widać świat poprzecinany czarną nitką, widać załamania egzystencji, jej fragmentaryczność, brak ciągłości, kruchość. Tę perspektywę spotkania z tajemnicą świata i nas samych proponuje Bogumiła Jęcek w swoim debiutanckim tomie wierszy Czarne koronki. Warto dodać, że tom wygrał XIX Ogólnopolski Konkurs Poetycki Dać świadectwo (2011).
To ciekawa lektura z kilku co najmniej powodów. Po pierwsze, oryginalnego motywu, na którym oparty jest cały zamysł poetycki. Wiersze nawiązują bezpośrednio do obrazów Edwarda Muncha. Poetka nie opisuje tego, co przedstawione na obrazie, ale za pośrednictwem poetyckiego języka stara się uchwycić nastrój obrazu. Wiersz jest jego wnikliwą interpretacją. Jak zauważał w Słowie wstępnym tomu Stanisław Burkot, u Jęcek "odwróceniu ulega horacjańska zasada ut pictura poesis” z Ars poetica  – >poezja jest jak obraz<, bo tu >obraz jest jak poezja<". Po drugie, tematy wokół których krąży Jęcek - cierpienie, śmierć, niepokój, samotność - korespondują z tymi, które pojawiają się w twórczości Muncha. Po trzecie, wielowarstwowa konstrukcja podmiotu lirycznego. To ciekawa formuła podmiotu, w którym przegląda się nie tylko poetka, ale także malarz. To jakiś rodzaj podwójnego „ja” sylleptycznego – „ja” egzystencjalnego i „ja” wykreowanego poetki i malarza. Do tego każda postać z obrazów norweskiego artysty, dzięki poetyckim zabiegom Jęcek, uzyskuje własny głos, autonomię. Po czwarte - ze względu na język. Poetka w kilku celnych frazach kreśli sytuację liryczną. Prostymi, krótkimi, dobitnymi frazami oddaje stan rozedrganych emocji namalowanej postaci. Jedna metafora wystarcza, by opisać nastrój, jaki emanuje z malarskiego pierwowzoru. Jako przykład niech posłuży tytułowy wiersz Czarne koronki, nawiązujący do  obrazu Siostra Inger z 1884 roku:

Opanowanie to cierpliwość. Uczę się sztuki
pozowania. Dla życia jestem piękna, ukoronowało mnie
czarną opaską – patrzę tak, jakbym wiedziała wszystko.
Mam szesnaście lat i zamknięte usta.


Zdradza mnie dłoń. Gdy lekko sztywnieje,
żyły wypełniają się kolorem nieba. To w nich
umiejscawia się bezsilność. I wtedy wypada krzyk



Portret Muncha, który był inspiracją wiersza Jęcek, wypełnia ubrana w żałobny strój młoda, piękna kobieta. Jej czarna suknia rozmywa się na czarnym tle obrazu, jest ledwie zarysowana. Jedyne jasne plamy to twarz kobiety i jej opuszczone dłonie. Tytułowa siostra Inger wydaje się być spokojna, opanowana właśnie. Poetka zwraca tej malarskiej postaci życie, użycza jej swojego głosu. Poezja odsłania bogactwo ekspresji ukryte w malarskiej formie. 
Za każdym razem kiedy sięgałam po Czarne koronki, zastanawiałam się, dlaczego na okładce książki umieszczono fragment słojów drzewa. Może jest to rana. Otwarte trzewia natury, jak obrazy Muncha, wypełnione autentycznym bólem, wypływającym z lęku, z samotności, z niezgody na pustoszącą wszystko śmierć. Poezja Jęcek jest w zestawieniu z ekspresyjną metodą malowania Muncha bardzo klasyczna, w pewien sposób zdystansowana. Wszystkie wiersze składające się na tom Czarne koronki to impresjonistyczne ekfrazy. Pod każdym utworem widnieje informacja o obrazie, do którego nawiązuje liryk. Poetka nie stara się jednak opisywać obrazu, nie wprowadza narracji tego, co malarskie, ale stara się wniknąć w atmosferę, jaką w niej samej wywołuje obraz; opisuje emocje, wkracza w intymność przedstawionych postaci, odsłania ich wewnętrzny monolog. Obrazy Muncha są dla łódzkiej poetki inspiracją, pobudzają do tworzenia. Czarne koronki – to rodzaj poetyckiej powieści polifonicznej – każdy wiersz to monolog postaci z obrazu. Jęcek bardzo wnikliwie wkracza w świat namalowanej postaci, celnie oddaje nastrój i klimat dzieł Muncha. 
Wiersze zebrane w tomiku podążają za obrazami. Jednakże rytm narracji, zapośredniczonej przez obrazy norweskiego ekspresjonisty, wyznacza określony zamysł poetycki. Tomik rozpoczyna Autoportret – swoiste credo nie tylko malarza, ale także poetki. Sytuacja liryczna współgra z tym, co można zobaczyć na obrazie norweskiego artysty: malarz rozpoczyna swój portret, spogląda wnikliwie w lustro, by móc namalować siebie. Malując, dokonuje redukcji własnego jestestwa, staje się częścią własnej kreacji: 

Mój wzrok oszukuje; to pewność,


ale tylko zmierzchu. Nie ma następnych dni, nie przejdę
do jutra. Przede mną sztaluga i mój obraz. Tak się zamykam.

Edward Munch „Autoportret z zapalonym papierosem”, 1895.


Oscylacja między autorką tekstu, Bogumiłą Jęcek, a podmiotem lirycznym oraz między Munchem-człowiekiem i Munchem-artystą to w moim odczuciu najważniejszy motyw przewodni całego tomiku. Kim jest podmiot liryczny Czarnych koronek? To rodzaj „ja” autorskiego i „ja” wykreowanego, „ja” poetki, „ja” malarza, „ja” malarskiej postaci (często kobiety), w końcu „ja” metaliterackiego, wnikliwego obserwatora dzieł Norwega. Wiersze nie są ułożone w kolejności powstawania obrazów, ale ogniskują się wokół skrajnych doświadczeń egzystencjalnych: choroby i śmierci (wiersze od Autoportretu do Ofiary), samotności dziecka, wyobcowania i pustki człowieka w ogóle (z przejmującym incipitem z wiersza Nagie dojrzewanie: "Mój cień patrzy na mnie czarnym skrzydłem"), pragnienia inicjacji, pragnienia ukojenia w śmierci (z pięknym i symbolicznym wierszem Bariera II), doznania miłości (z metafizycznym zakończeniem z wiersza Nadzy: "Twoja ciepła dłoń dotknie mojego policzka/ i tak się zacznie; wejdę w noc topionych gwiazd"), doświadczenia wewnętrznego mroku (wiersz Laura). Nie brak także wierszy poetycko opisujących chaos codzienności, miasta (z bardzo zwięzłym i zgrabnym lirykiem Z balkonu). Sięgając po tomik wierszy Bogumiły Jęcek, warto także przeczytać biografię Muncha umieszczoną na blogu poetki http://czarnekoronki.blogspot.com/ Wówczas łatwiej zrozumieć dlaczego "człowiek [to] – rzucony cieńUdaje kamień, stygnie" (Pływy).

                                                                                                                           Magdalena Bąk


* Nawiązuję do koncepcji "ja" sylleptycznego
Ryszarda Nycza z jego książki Język modernizmu.
Prolegomena historyczniliterackie, Wrocław, 2002.

Bogumiła Jęcek, Czarne koronki, wstęp
Stanisław Burkot, Śródmiejski Ośrodek Kultury
w Krakowie, Kraków 2011.

Stowarzyszenie Literacko-Artystyczne "Fraza"
Rok XXII nr 4/2013 (82)
PL ISSN 1213-4832
Nr indeksu 332593